Koń by się uśmiał
Marzec 23, 2010
“My, artyści, byliśmy, tak jak wszyscy ludzie żyjący wtedy w Polsce, częścią bloku wschodniego. I to, co mogło oderwać nas od tej szarzyzny, to właśnie tworzenie. Dzięki muzyce robiliśmy to, co chcieliśmy.“
Skąd u artystów, którzy tak cenią sobie wolność, równość, demokrację, tolerancję, brzydzą się zniewoleniem, nierównością, pisowską dyktaturą, homofobią i rasizmem tyle egocentryzmu i poczucia wyższości?
My artyści – wy pospólstwo, my artyści – wy filistrowie. My artyści – jesteśmy wrażliwości, mądrzejsi, dostrzegamy to czego wy nie widzicie, głupki. My artyści – czujemy inaczej, obowiązują nas inne prawa. Wy? Wy psujecie, nas, artystów. Nasyłacie na nas 13-letnie prostytutki, a potem sądzicie za seks z nimi. Wy, wy prowokujecie nas, nas artystów. My, artyści, przez was musimy donosić, by móc spełniać swoje marzenia. Później potępiacie nas, artystów, że donosimy. A nie rozumiecie, że dla nas, artystów, najważniejsze są marzenia, najważniejsze jest tworzenie. Nasze dzieła są wielkie, wspaniałe, ponadczasowe. Chyba warto poświęcić za nie nic nie warte życie. Zresztą, donosy nasze, artystów, nikogo z pewnością nie skrzywdziły!
Kto tych polskich artystów – rockmanów nazwał artystami? Czy może sami sobie uzurpowali takie prawo? Artystą to se można nazwać, ja wiem, Bowiego, Eno, Frippa, Gilmoura, Gabriela, Zappę, a nie Korę, Panasewicza albo Markowskiego. Artystami to oni mogą być na Ukrainie podczas pomarańczowych czy tam cytrynowych rewolucji.