True Glamour
Marzec 23, 2010
Lekturę Opowiadań Herlinga-Grudzińskiego przerwały mi rozbłyski oczojebnego światła z siedzenia obok. Obejrzałem się z palącą ciekawością, ale i z niemałym strachem. To Anna Przybylska z obrzydliwie brzydkim psem na rękach, buldogiem francuskim czy ki chuj wi jakim, ozdabiała okładkę pisma Glamour. Konewcia kupiła tę gazetkę na dworcu, żeby jej się nie nudziło w autobusie, a tak się złożyło, że akurat wracaliśmy razem. No trudno – pomyślałem i wróciłem do swojej lektury od czasu czasu zapuszczając żurawia do tego babodziwa. Po dość krótkim czasie zmuszony zostałem do odłożenia książki, tak straszne rzeczy były przedstawiane na łamach pisma. Przerażenie moje było porównywalne do tego jakie w średniowieczu odczuwali ludzie na widok ryciny z diabłem.
Gdzie znajduje się 280 tysięcy osób (tyle wynosi nakład) kupujących to za 3 złote? Ciężko sobie wyobrazić kto to czyta. W ogóle trudno nazwać to czytaniem, bo na jakieś 200 stron połowa to reklamy, a jeżeli już pojawia się artykuł albo list od czytelnika to ma on średnią długość jak notatka prasowa w zwykłej gazecie.
Tematyka artykułów rozciąga się od różnistych małych głupot dla dziewczyn typu jaki płaszczyk będzie modny na wiosnę, a jakie buciki, a jakie fryzury, po zachęcanie do szukania własnego stylu – co jest tożsame ze stylem milionów innych nastolatek. Acha, chodzi oczywiście o styl ubierania. O coś mądrzejszego raczej redaktorów nie można podejrzewać. I tak przedstawiony jest styl uliczny, styl elegancki, styl prześwitujący, styl na kowboja i styl naturalny, czyli sztuczna naturalność, maksymalnie nienaturalna naturalność. Tak każdy powinien wybrać swój wyjątkowy styl, żeby upodobnić się do otaczającej stylowej masy.
Pojawia się też coraz modniejszy Klub Szalonych Dziewic i są wywiady ze wszystkimi szalonymi dziewicami. Opowiadają one o tym jak spędzają dzień, w czym są dobre, co robią zaraz po tym jak wstaną. Odpowiedzi są bardzo różne i oryginalne. Jedna bohaterka jest fanką buddyzmu, stawia więc na medytację, która pozwala jej walczyć ze stresem i pokonywać problemy dnia codziennego. Natomiast mocną stroną innej jest… gotowanie! Takie niekobiece zajęcie, to bardzo odważne, że ktoś przyznaje się do czegoś takiego w dzisiejszych czasach! Dziwi mnie tylko, że ludzie uznają wyższość takich osób. No bo skoro czytają o prywatnych sferach ich życia to oznacza, że traktują ich jako kogoś wyjątkowego – w końcu nie obchodzi ich pani Goździkowa z klatki obok albo pani Krysia, kucharka ze stołówki szkolnej. Może jeszcze byłbym w stanie zrozumieć, gdyby chodziło o utalentowanego sportowca, powiedzmy Małysza, albo o powiedzmy, niech już będzie aktor, Ala Pacino – chociaż raczej mało obchodzi mnie czy Adam Małysz po obudzeniu się idzie walnąć kloca, czy wcześniej myje zęby i co, i kiedy Al Pacino je na lunch (tak się mówi w Warszawie na obiad). Tymczasem fascynują nasze nastolatki bohaterki, z których ta “najlepsza” może się pochwalić udziałem w 20 marnych polskich filmach (połowa to role epizodyczne) i 5 serialach, natomiast ta z najmniejszym dorobkiem artystycznym grała w jednym filmie jako trenerka warcabistów i w jednym serialu. Są to tak zwane w Polsce gwiazdy.
Ważną częścią pisma są artykuły służące radą w najbardziej palących i intymnych problemach. Dowiedziałem się dzięki temu, że dziewczyna powinna szukać faceta, nie z poczuciem humoru tylko takiego, który ją potrafi rozbawić, nie takiego, przy którym inni czują się dobrze, tylko dającego jej poczucie bezpieczeństwa i dostarczającego rozrywki, bla bla bla i tym podobne komunały. Okazało się też, że dla wielu, wielu dziewczyn to jak długiego i grubego ma mityczny On jest dosyć istotne. W gruncie rzeczy należy sobie znaleźć takiego partnera, który najlepiej się dopasowuje. Logicznym jest, że wymaga to wielu lat badań i doświadczeń. Największe wrażenie, przynajmniej na mnie, zrobił jednak artykuł mówiący o tym jak w tym sezonie modnie ogolić sobie cipkę. Było przedstawionych pięć wzorów, ich wady oraz zalety, praktyczne porady jaki wzór powinna wybrać kobieta wysoka, a jaki niższa, jaki blondynka, a jaki czarna oraz na co trzeba uważać przy robieniu fryzury. A wszystko to, bo “trzeba przyznać, że kompletna nagość tam wygląda nieco infantylnie“.
Dobra, dobra, ale to wszystko to był żart, trochę głupi, trochę niesmaczny, idealny, żeby popatrzeć na niego z sardonicznym uśmieszkiem. Najlepsze (czy raczej najgorsze) zostawiłem na koniec. Chodzi o artykuł o religii, konkretnie o ludziach, którzy się czują zajebiście bo zmienili sobie wyznanie albo zaczęli wierzyć, albo jeszcze coś tam. Artykuł, który zaczynał się od cytatu z… Karola Marksa (czy oni wiedzą kim był Karol Marks?), a kończył radosnym, optymistycznym podsumowaniem, że nieważne w co się wierzy, ważne aby każdy mógł odnaleźć swojego własnego Boga. Niczym w starożytnej Grecji – mym patronem Zeus, twym Posejdon. Oczywiście, wszystkie zapytane osoby były wychowywane w mocno religijnych, katolickich rodzinach i co tydzień chodziły do kościoła, jednak wiara się nie sprawdziła. Za to jedna kobitka przeszła na islam i ma kochającego męża murzyna i dziatki (a czy ten mąż ma jeszcze jakąś żonę nie powiedziała albo co by było, gdyby se znalazł), jedna dzięki buddyzmowi odnalazła spokój ducha, kolejna dzięki religii protestanckiej zbliżyła się do Boga, od którego dotychczas oddzielały ją skostniałe katolickie rytuały. Ważne, że każda odnalazła swojego Boga.
Jedyny wniosek, który można wysnuć jest prosty – w dzisiejszych czasach nawet religia jest dla większości młodych ludzi niczym więcej jak przedmiotem mody. Wybierają sobie taką, która będzie pasować do ich stylu – ulicznego, eleganckiego, prześwitującego, kowbojskiego czy naturalnego. Skoro u mnie na prowincji w Tomaszowie wśród młodzieży żeńskiej w wieku licealnym (nie tylko żeńskiej i nie tylko licealnym, ale głównie) jest moda na zapisywanie się do parareligijnych wspólnot chrześcijańskich “w duchu protestanckim”, chrzest w Pilicy i śpiewanie z rękoma podniesionymi do góry jak wielki i wspaniały jest Jezus Chrystus, Pan Nasz, to aż strach pomyśleć co się dzieje w Babilonie typu Warszawa. Ile tam dziewczyn, które zgolą głowę na łyso, żeby być bardziej buddyjskimi, w koszulkach Wolny Tybet, ile dziewczyn z hasłami hare kryszna i z Jezusem Chrystusem na ustach. Inaczej ma się sprawa z normami religijnymi, których należałoby przestrzegać. Jasne, fajnie jest sobie pójść w niedzielę pośpiewać do “kościoła” albo zagrać w teatrzyku dla małych dzieci, który przybliży ich do Pana Jezusa. W gruncie rzeczy, kiedy przyjdzie post i wypadałoby nie żryć mięsa i już kategorycznie nie chlać alkoholu to zapomina się o wspólnocie, a na imprezkach suto zakrapianych wódeczką przy rozdawaniu swoich wdzięków na prawo i lewo trzeba mieć nadzieję, że Pan Jezus przywdziewa na oczy opaskę, taką jaką ma bogini Temida. No cóż, w końcu ważne, żeby każdy odnalazł swojego Boga… pasującego do odpowiedniej chwili.
